Pestkami nie wyleczysz raka, ale zatruć się możesz

Miłość rodziców jest zdolna pokonać wiele życiowych problemów, w tym ciężką chorobę nowotworową dziecka. Zatroskane mamy oraz przejęci ojcowie poruszają niebo i ziemie, żeby zorganizować jak najlepsze leczenie dla chorego malucha. Organizują zbiórki pieniędzy, wyszukują najlepszych specjalistów i najnowsze badania kliniczne. Niejednokrotnie tylko dzięki ich działaniom udaje się włączyć optymalne sposoby leczenia, które mogą uratować życie ich dziecku. Czasem niestety rodzice szukają pomocy u osób, których działania mogą stać w sprzeczności z obecną wiedzą medyczną i tylko pogorszyć stan małego pacjenta.

Dokładnie tak było w przypadku pewnego 4-letniego chłopca z nowotworem mózgu o bardzo złym rokowaniu. Wyściółczak (ependymoma) to nowotwór wywodzący się z komórek wyściółki układu komorowego mózgu, które w warunkach prawidłowych uczestniczą w wymianie substancji między płynem mózgowo-rdzeniowym a tkanką nerwową. Wyściółczaki są bardzo groźne głównie z powodu swojego umiejscowienia – najczęściej lokalizują się bowiem w pobliżu linii środkowej ciała – tam neurochirurg, który ewentualnie miałby usunąć guz nie ma dostępu. W przebiegu choroby dochodzi też do zatkania odpływu płynu mózgowo-rdzeniowego z komór mózgu, co prowadzi do wzrostu ciśnienia śródczaszkowego. Z tego wynikają pierwsze objawy – bóle głowy, nudności i wymioty. Większość wyściółczaków nie przerzutuje, jednak w części przypadków, znowu z racji bliskości do układu komorowego, może dojść do rozsiewu nowotworu i to nawet poza układ nerwowy (np. do wątroby czy płuc). Wspomniany chłopiec cierpiał właśnie z powodu przerzutującego wyściółczaka.

Ependymoma_low_intermed_mag

Obraz mikroskopowy wyściółczaka. By Nephron – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10714428

Chłopiec był poddawany leczeniu przeciwnowotworowemu wg konkretnego protokołu, który jest stosowany w wyściółczaku. Trudno dziwić się rodzicom, że w obliczu złego rokowania, o którym zostali poinformowani, szukali pomocy również poza oddziałem onkologicznym. I tak trafili na lekarza (sic!), który tytułował się specjalistą medycyny alternatywnej. Zaproponował własny sposób leczenia za pomocą „terapii witaminowej” podawanej zarówno doustnie, jak i dożylnie. Po jednym z kolejnych kursów takiego leczenia chłopiec w stanie ciężkim trafił na pediatryczny oddział intensywnej terapii. Był we wstrząsie i nie reagował na bodźce. W skali Glasgow oceniono go na 3 punkty. Wyniki badań krwi ujawniły ciężką kwasicę mleczanową.

Lekarze natychmiast rozpoczęli leczenie podtrzymujące życie. Podali chłopcu płyny oraz tlen. Z początku podejrzewali, że przyczyną złego stanu dziecka jest progresja choroby podstawowej, jednak po wykonaniu rezonansu magnetycznego ta opcja została wykluczona.

Po ustabilizowaniu stanu dziecka można było przystąpić do zebrania dokładnych informacji od rodziców. Wtedy też wyszła na jaw alternatywna terapia, którą za plecami prowadzących onkologów aplikowano małemu pacjentowi. Obok „zwykłych” witamin z grupy B oraz witamin A, D i E, otrzymywał on dożylnie amygdalinę, czyli tzw. witaminę B17 oraz doustnie pestki moreli, w których również znajduje się amygdalina.

Niestety amygdalina nie mieści się w słownikowej definicji witaminy – do życia nie jest nam niezbędna, ba! nie jest nawet przydatna – może jednak spowodować duże szkody. Jej historia zaczyna się w roku 1830, kiedy została odkryta przez dwóch francuskich chemików. W obecności różnych enzymów jest rozkładana na glukozę, benzaldehyd i cyjanowodór. Istniały przypuszczenia, że enzymy metabolizujące amygdalinę znajdują się wyłącznie w komórkach nowotworowych; wtedy nowotwór sam sobie wytwarzałby truciznę (cyjanek). Ta piękna i obiecująca hipoteza została jednak szybko zweryfikowana. Badania przeprowadzone w Niemczech w roku 1892 wykazały, że amygdalina jest nieskuteczna w leczeniu nowotworów, a na dodatek bardzo toksyczna. Wtedy też porzucono większość projektów naukowych dotyczących tego związku. Amygdalina wróciła na scenę w latach 50-tych. Wtedy też Ernst T. Krebs i jego syn, Ernst Krebs Junior zaczęli używać „oczyszczonej” formy amygdaliny, którą nazwali „Laetril” do leczenia pacjentów z nowotworami. Krebsowie (którzy oprócz nazwiska nie mają nic wspólnego z noblistą Henrym Krebsem, odkrywcą cyklu kwasów trójkarboksylowych i cyklu mocznikowego) próbowali za wszelką cenę wypromować swoje „odkrycie”. Twierdzili, że jest to cudowny lek zdolny pokonać każdego raka. Ponowne badania naukowe znowu tego nie potwierdziły. Nie udało się wykazać żadnych korzyści ze stosowania Laetrilu zarówno w modelach zwierzęcych, jak i u ludzi. W tym miejscu historia amygdaliny mogłaby się zakończyć, gdyby nie ludzka chciwość z jednej strony, a z drugiej strony desperacja ciężko chorych pacjentów. Krebsowie potrzebowali pieniędzy, żeby rozpropagować Laetril i rozpoczęli współpracę z Andrew McNaughtonem, człowiekiem niezwykle zdolnym i inteligentnym, ale o wątpliwej moralności. Zdobył on fortunę po II wojnie światowej, między innymi handlując bronią, był też podwójnym agentem Fidela Castro w czasie rządów Batisty. McNaughton dostarczył odpowiednich funduszy, dzięki którym udało się stworzyć propagandę rozsławiającą amygdalinę. Mimo że kolejny raz niezależni naukowcy udowodnili brak jej skuteczności, mimo że Krebsowie przegrali wiele spraw sądowych, to i tak niektórzy ludzie zdążyli już uwierzyć w cudowne właściwości Laetrilu. I tak pozostało do dzisiaj. Historia amygdaliny jest o wiele bardziej rozbudowana niż to tutaj w skrócie przedstawiłem. Chętnych odsyłam do wyczerpującej lektury tutaj: http://www.quackwatch.org/01QuackeryRelatedTopics/Cancer/laetrile.html.

Czas powrócić do naszego przypadku. Kiedy personel szpitala dowiedział się o podawanej chłopcu alternatywnej terapii, natychmiast zbadano poziom cyjanków w jego organizmie. Wynosił on 10-krotność górnej granicy normy. Na szczęście z zatruciem cyjankami potrafimy sobie jako tako radzić. Małemu pacjentowi podano tiosiarczan sodu, co spowodowało bardzo szybką poprawę jego stanu.

Cyjanki to niezwykle groźne trucizny. Można się nimi zatruć zarówno drogą pokarmową, jak i wziewną. To ostatnie jest częste podczas pożarów – wg podręcznika interny Szczeklika „wziewne zatrucie jonami cyjanowymi pochodzącymi z nitryli i tlenkiem węgla jest częstszą przyczyną zgonu w trakcie pożaru niż spalenie”. W przeciwieństwie do bezwonnego tlenku węgla, cyjanki pachną gorzkimi migdałami. Ale co ciekawe tylko 50% ludzi ma genetycznie uwarunkowaną zdolność do odczuwania tego zapachu.

Wyobraźcie sobie, że spożycie już 30 mg cyjanków wywołuje objawy ciężkiego zatrucia, a 50-300 mg mg może spowodować błyskawiczną śmierć. Tak duża toksyczność wynika z tego, że powodują upośledzenie pracy elektrowni naszych komórek – mitochondriów. Wiążą się z IV kompleksem łańcucha oddechowego (konkretnie z żelazem oksydazy cytochromowej) i upośledzają fosforylację oksydacyjną, która jest najbardziej efektywnym sposobem uzyskiwania energii na poziomie komórkowym. Gdy mitochondria szwankują, uruchamiany jest metabolizm beztlenowy, czego skutkiem jest kwasica mleczanowa. Paradoksalnie we krwi krąży bardzo dużo tlenu, ponieważ komórki przestają go pobierać, bo nie są w stanie go wykorzystać.

Objawy zatrucia cyjankami można podzielić na wczesne i późne. Wśród tych pierwszych można wymienić np. zapach migdałów wydobywający się z ust zatrutej osoby podczas oddychania (oczywiście, żeby go wyczuć trzeba mieć do tego odpowiednie geny), nudności, zawroty głowy, przyspieszenie akcji serca, wysokie ciśnienie krwi, tachy- i hiperpnoe. Późne objawy są o wiele bardziej niepokojące: szerokie źrenice, zaburzenia świadomości, zaburzenia rytmu i zwolnienie częstości akcji serca, śpiączka, bezdech…

Zalecaną odtrutką w terapii zatrucia cyjankami jest hydroksykobalamina. Wiąże ona toksyczny związek z wytworzeniem nieszkodliwej cyjanokobalaminy. W następnej kolejności można stosować azotyny, których mechanizm działania polega na indukcji powstawania methemoglobiny. Methemoglobina jest szczególną formą hemoglobiny, w której żelazo nie jest zdolne do wiązania tlenu, ale za to doskonale wychwytuje cyjanki, z którymi tworzy nietoksyczne połączenia. Tutaj niebezpieczeństwem jest ryzyko wytworzenia zbyt dużej ilości methemoglobiny we krwi – wtedy krew przestanie transportować tlen i powstanie kolejny problem. Wreszcie wykorzystuje się wspomniany tiosiarczan sodu, który wywołuje przemianę cyjanków w rodanki. Trudno mi powiedzieć dlaczego w opisany przypadku użyto w pierwszym rzucie akurat tego leku, a nie hydroksykobalaminy, jednak najważniejsze jest to, że leczenie okazało się skuteczne i chłopiec wrócił do domu.

jkma-56-1076-g002-l

Leki stosowane w zaturciach cyjankami i mechanizm ich działania. CC BY-NC 3.0 Antidotes of cyanide intoxication Lee S Kim J Holstege C Isom G Kirk M et. al. Journal of the Korean Medical Association 2013 vol: 56 (12) pp: 1076

Mam nadzieję, że ta historia odstraszy zwolenników amygdaliny od prób jej stosowania czy to na sobie, czy to na swoich bliskich. Oczywiście ktoś mógłby skomentować, że przecież stosowane w powszechnej praktyce onkologicznej chemioterapeutyki również mogą spowodować poważne objawy uboczne. Nie można z tym polemizować – jest to prawda. Jednak tym, co odróżnia leki od specyfików podobnych do amygdaliny, jest to, że mają udowodnione działanie przeciwnowotorowe.

Przy okazji zapraszam na fejsbuka Zebr w galopie.

Referencje:

Severe cyanide poisoning from an alternative medicine treatment with amygdalin and apricot kernels in a 4-year-old child. Sauer H Wollny C Oster I Tutdibi E Gortner L et. al.
Wiener medizinische Wochenschrift (1946) 2015 vol: 165 (9-10) pp: 185-8

Interna Szczeklika 2013

Reklamy

19 thoughts on “Pestkami nie wyleczysz raka, ale zatruć się możesz

  1. Zatroskany pisze:

    Czyżby nam szkodził dodawany do soli kuchennej jako antyzbrylacz żelazocyjanek potasu (E-536). W kwasach żoładkowych rozkłada się na cyjanowodór. Hmm. Ktoś się myli?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ta co sprawdziła pisze:

    Czy ktoś Was poinformował, że szkodliwe działanie pestek moreli (wit.b-17) rozpoczyna się się od 1,5 kg na dobę!!! Widać, że lobby farmaceudyczne nie chce odpuścić. Myślcie więc samodzielnie i szukajcie informacji najlepiej w internecie. Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    • Michał Kunc pisze:

      Ale jakie lobby? Jeśli ja do niego należę (a to sugerujesz), to proszę udowodnij to – podpisuję się tu swoim imieniem i nazwiskiem. Oczywiście, że pestek trzeba by było zjeść bardzo dużo, żeby się zatruć, jednak temu biednemu dziecku podawano także amygdalinę pozajelitowo (oprócz doustnego podawania pestek), co niechybnie doprowadziło do zatrucia. Amygdalina nie ma skutecznego działania przeciwnowotworowego i stąd onkolodzy jej nie stosują, a wiodące firmy farmaceutyczne nie produkują. Jeśli wytłumaczysz mi, jaką korzyść mieliby oni z ukrywania rzekomej skuteczności amygdaliny, to będę wdzięczny. Bo naprawdę nie mogę tego pojąć.

      Polubione przez 1 osoba

    • Michał Kunc pisze:

      Po pierwsze – naprawdę myślisz, że każdy nowotwór leczy się chemioterapią? Stosuje się ją tylko u pacjentów, u których takie leczenie może przynieść wymierne korzyści, takie jak wydłużenie czasu przeżycia – jeśli w jakiejś grupie pacjentów chemioterapia jest nieskuteczna, to się jej nie stosuje. Co do ceny – dlaczego leki są takie drogie? Oczywiście, że po części wynika to z praw rynku – jest popyt to i można na tym zarobić – ale trudno oczekiwać, żeby firmy rozdawały leki za darmo. Drugą kwestią, o której być może nie wiesz jest koszt wprowadzenia leku do użytku. Są to GIGANTYCZNE sumy, które najpierw firma musi zainwestować najpierw w prace laboratoryjne i poszukiwanie odpowiednich substancji, które potencjalnie mogą zostać lekami. Jeżeli coś zabija komórki nowotworowe w laboratorium, to nie znaczy jeszcze, że będzie skuteczne in vivo. Więc dalej trzeba przeprowadzić badania kliniczne – to znów generuje ogromne koszty. Gdy koniec końców jakiś firma uzyska odpowiednie zgody itp. i może wprowadzać lek na rynek, zdążyła już z pewnością wydać grube miliony. I to jest czynnik w znacznej mierze odpowiedzialny za wysokie ceny leków. Ale bez tego nie możemy mieć pewności, że będzie on skuteczny. Jeśli nie – to nie jest on używany w praktyce, jak to sugerujesz. Ludzie, którzy proponują amygdalinę czy inne alternatywne terapie (np. zioła) w leczeniu nowotworów szerokim łukiem omijają taką kosztowną ścieżkę udowadniania skuteczności leku, bo wiedzą, że to się nie uda. Próbują to nadrobić robieniem czarnego PR „mainstreamowym” lekom i tworzeniem teorii spiskowych. Jeśli ktoś nie ma pojęcia o onkologii (a większość populacji nie ma nawet najmniejszego) to łatwo w to uwierzy.

      Polubione przez 1 osoba

  3. nielkaaaAga pisze:

    Sorry ale cała moja rodzina je łyka, mojej babci, już świętej pamięci, również pomogły…. Zamiast pisać takie rzeczy lepiej byłoby pisać o tym że można coś zdziałać nie wydając mnóstwa kasy

    Polubienie

  4. Anonim pisze:

    ja jem 40 pestek z moreli gorzkich dziennie na raka piersi i nic mi nie jest.Nie zatrułam się i nie mam żadnych dolegliwości.O efektach koncowych napiszę.

    Polubienie

  5. ze 50g pisze:

    mała paczka 250g do filmu nie raz pójdzie tych pestek, głowa boli jak się przesadzi, 1,5kg raczej chyba nie da rady, żołądek to zwróci i tyle, ale 250g, do filmu dało rade, ludzie takich filmików gdzie ktoś zje ich ze 50g (gram nie sztuki) jest masa cała, problem we smaku chyba bardziej niż w tym truciu się nimi, link to takiego jednego np https://www.youtube.com/watch?v=eTIL70ZIMDs

    Polubienie

  6. ze 50g pisze:

    a co tam jeszcze jeden wam napisze, moje skromne zdanie jest takie że szybciej da rady wodę przedawkować ze skutkiem śmiertelnym niż te pestki, tak tak truciznę robi ilość, sól kuchenna, zjedz kilogram:) albo spróbuj zjeść gałki muszkatołowej ze 5 sztuk to dopiero zrobicie gały, jedz te pestki ile możesz a nie ile pisze gdzieś, pijesz wody tyle ile jest napisane gdzieś czy tyle ile masz ochoty?
    z tymi pestkami jest tak że jem ile mam ochotę bo je lubię akurat osobiście dla smaku, nie jestem chory na nic, jem je praktycznie co dziennie, tyle ile mam ochotę, robię tak ze wszystkim co jem, po prostu czuje że mam dość i tyle, zdrowy człowiek raczej nie wypije wiadro wody, nie zje dwa toryty bo się po….. z pestkami tak samo, jak czujesz dość bo aż za gorzko to nie popijaj ich sokami z cukrem tyko przestani jeść

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s